The Analogs, „Miejskie opowieści”

„Miotasz się i skaczesz by wspiąć się wyżej, na kolejny szczebel i tak całe życie”
Zaciśnięte w pięść, z powbijanymi kawałkami potłuczonego szkła, dłonie z okładki najnowszego albumu The Analogs przypominają grafikę płyty Metalliki „St. Anger”. Bunt, złość, kult siły. „Niechciane dzieciaki, z nienawiści chore, młode, silne dzikie, i na śmierć gotowe. Forsa, spluwy prochy, tatuaże, pięści; to o nich są właśnie miejskie opowieści” – tak zaczyna się utwór-prolog do dziesiątego już albumu w dyskografii szczecińskiego zespołu. Na ile są to szczere wyznania, podyktowane życiowymi doświadczeniami, a na ile – konwencja dotycząca stylu muzyki, jaką reprezentuje ta street punkowa grupa?
The Analogs to zespół grający odmianę street punka, zwaną Oi!. W zamierzeniu miała ona podtrzymywać proste, „uliczne” korzenie punk rocka i dawać wyraz solidarności członków subkultury ze środowiskiem wielkomiejskich robotników, z którego w większości się wywodzili. Związek ten podkreślała sama jej nazwa. Pierwotne określenie „street punk” z czasem zostało wyparte przez słowo „Oi!”, w robotniczym slangu oznaczające coś niespodziewanego, używane również jako pozdrowienie.
The Analogs powstali w 1995 roku z inicjatywy czterech członków zespołu Dr. Cycos: Marka Adamowicza, Ziemowita Pawluka oraz Pawła Czekały. Aktualny skład zespołu obejmuje: Dominika „Harcerza” Pyrzynę – śpiew, Jakuba „Krawata” Krawczyka – gitara, Tomasza „Majora” Majorka - gitara basowa, Pawła „Pigułę” Czekałę – gitara, oraz Kacpra „X-mana” Kosińskiego – perkusja. W „Miejskich Opowieściach” panowie poruszają typowe dla Oi!owego kanonu tematy: przywiązanie do zabawy, często mocno zakrapianej, tatuaży, a także niechęci, graniczącej z nienawiścią do policji, ale i prawa ogólnie: „To jest właśnie wolność w kraju prawa, zrobili przestępcę z biednego dzieciaka. Zemsta, zemsta musi kiedyś nadejść! Za Twoje krzywdy poleje się krew”. Ukazany jest również problem narkomanii, przedstawiony zawsze w negatywnym świetle.
W swych piosenkach szczecinianie opowiadają smutne nieraz historie upadku człowieka, samobójstw, zdrad. Szczególny w swej wymowie jest utwór „Armia niewolników”: „Miotasz się i skaczesz by wspiąć się wyżej, na kolejny szczebel i tak całe życie”. Tytułową „armią niewolników” jesteśmy my wszyscy. Wyzyskiwani, „ciężko pracujemy przez całe tygodnie”, a w weekendy mamy „złudzenie, że życie jest piękne”. Za pieniądze „sprzedajemy czas i swoje zdrowie”. Odczuwamy presję, żeby mieć coraz lepsze samochody, domy, a i tak „każdy z nas jest śmieciem, choć tego nie chcemy”. Odwieczny dylemat ludzkości: BYĆ czy MIEĆ?
Utwór, który promuje „Miejskie opowieści” w eterze, to „Latarnia”. Muzycznie nie odbiega on od pozostałych dwunastu kompozycji, jest nieokrzesany i energetyczny, ale w warstwie tekstowej słychać zupełną odmianę. Piosenka nie gloryfikuje zemsty, zabijania, samobójstwa, czy picia. „Latarnia” ma ułagodzone, „misyjne” przesłanie: „Bądź jak morska latarnia na wysokim klifie, wskazuj innym drogę, którą iść przez życie. Bądź jak morska latarnia, która świeci w górze. Pokaż, jak przejść cało poprzez sztormy i burze”. Toż to PRAWIE jak Bajm… Treść refrenu sama w sobie jest tyle pozytywna, co nijaka i na kilometr czuć, że była tworzona specjalnie „pod radio”. Bo przecież szanowni DJ-e nie puszczą o ile bliższej zwykłemu życiu piosenki „Nasz rock&roll” ze zwrotką: „Znowu ktoś popije wódeczkę szampanem, potem będzie rzygał i zdychał do rana”.
Dobrze, że radiowcy w ogóle, choćby i tą jedną piosenką, promują twórczość The Analogs, może ktoś, zachęcony, sięgnie po całą płytę. I bez tego ich popularność od dawna wykracza poza granice rodzimego kraju. Często występują na prestiżowych festiwalach punkowych, jak choćby na berlińskim „Punk And Disorderly”, gdzie zapraszani byli kilkakrotnie jako jedyny dotychczas reprezentant polskiej sceny punk. W zalewie mających „Jak Anioła Głos” Feelów, tudzież wszelkiej maści Pectusów, polski staruszek punk ma się całkiem dobrze. I nie zanosi się, żeby miał prędko ustąpić ze sceny.
Iza Korsaj (lipiec 2009)